Jestem w ciąży

Moja ciąża przebiegała prawidłowo, poprzez bez ustanku chodziłam do pracy. Tydzień przed terminem porodu (w/g badań USG ), poszłam na chorobowe w oczekiwaniu na przyjście na świat mojego pierwszego dziecka. Według badań USG poród miał przypadać na 21-go maja, a w/g mojego lekarza prowadzącego na 29 -go maja. Miałam wyznaczoną wizytę kontrolną na dzień 22-ego maja, na którą udałam się do swojego lekarza. Po zbadaniu mnie, zmierzeniu ciśnienia lekarz stwierdził ze wszystko jest w porządku i moje maleństwo jeszcze musi trochę poczekać, zanim przyjdzie na świat….”widać jeszcze mu się nie spieszy…”. Po wizycie udałam się do domu, nieświadoma, co mnie spotka już na drugi dzień. Przedtem moje znajome ostrzegały mnie ze mam już bardzo obniżony brzuszek i wyłącznie czekać, kiedy będzie maleństwo. Około godziny pięć rano obudziłam się i poczułam ze coś się ze mną dzieje, wyszłam do toalety i zauważyłam ze odchodzą mi wody płodowe. Obudziłam męża prosząc, by mnie zawiózł na porodówkę. Ponieważ mieszkaliśmy razem z teściami, moja teściowa słysząc szum w mieszkaniu także się obudziła i zaproponowała, ze pojedzie z nami na porodówkę. Był chłodny i deszczowy poranek i jeszcze nie było ruchu na drogach, wiec dotarliśmy dosyć śpiesznie na miejsce, czyli do szpitala. W izbie przyjęć na porodówce przeżyłam długie chwile małego koszmaru, w porównaniu z tym, co miało w późniejszym czasie nastąpić. Zostałam zbadana poprzez lekarza dyżurnego, a za chwilę był poranny obchód i zbadało mnie jeszcze paru lekarzy, między innymi mój lekarz prowadzący. Bardzo trudno sobie wyobrazić, co czuje kobieta jak nad nią stoi paru mężczyzn lekarzy i wiele pielęgniarek a ja siedzę na ginekologicznym fotelu i z naszej intymnej części ciała leje się woda. Niemniej jednak to jeszcze nic, słyszałam o tym, że tak będzie i jakoś to trzeba było przetrzymać. Po wizycie lekarzy zrobiono mi lewatywę, potem wzięłam prysznic. Ponieważ mój przyjazd do szpitala był trochę poprzednio niż się spodziewam nie zabrałam, ze sobą kilku rzeczy między innymi żyletek, ale panie pielęgniarki miały rezerwy na tego typu sytuacje. Po czynnościach przygotowawczych założono mi na brzuch specjalny aparat, by można było śledzić oddech mojego maleństwa, , a dodatkowo czy rozpoczynają się skurcze porodowe. Leżałam tak w izbie przyjęć poprzez około 2 godziny w oczekiwaniu na akcje porodową, dla mnie ten czas wydawał się o wiele dłuższy, a tu nadal nic się nie działo. W związku z tym zostałam przeniesiona na sale porodową razem z całkowitym sprzętem monitorującym moje skurcze i oddech dziecka. Tu zajęła się mną pani położna, która miała być przy narodzinach mojego dziecka. Na salę porodową doszyły jeszcze dwie panie, które tez czekały na akcję porodową. Do mnie, co jakiś czas przychodził mój lekarz prowadzący z zapytaniem czy się coś dzieje, a ja na to…że systematycznie bez przekształceń… Podjęto decyzje, żeby założyć mi kroplówki, które miały spowodować sztucznie skurcze porodowe. Mijały godziny dla mnie ten dzień był jednym z najdłuższych dni w życiu, a jak się w przyszłości okazało i również noc była długa i ciężka. Otrzymywałam, co jakiś czas telefony: od męża, mojej mamy i teściowej. Ja bardzo chciałam, aby w czasie porodu mój mąż był blisko mnie, gdzieś w pobliżu na terenie szpitala, niemniej jednak on musiał być w pracy. Zmieniono mi kroplówki na nowe a ja dalej nie miałam akcji porodowej, według lekarzy nie było również adekwatnego rozwarcia. Po pewnym czasie zaczęłam mieć bóle, ale jak stwierdziła pani położna patrząc na zapis, skurcze są jeszcze małe i musimy nadal czekać. Dwie panie, które ze mną leżały czekały na cięcie cesarskie. Obydwie przyszły w przyszłości ode mnie, niemniej jednak dużo wcześniej doczekały się na przyjście na świat osobistych niewielkich pociech. Ja czekając na przyjście mojego dziecka, słyszałam płacz maleństw z sali operacyjnej, priorytetowo jedno maleństwo utkwiło mi w pamięci jak się urodziło trzy razy sobie kichnęło, było to ze stuprocentową pewnością urocze kichnięcie. Chciało mi się bardzo pić, ale mi zabroniono, byłam tez już bardzo wyczerpana, ponieważ jadłam dzień poprzednio i jak już wspomniałam byłam w szpitalu od godziny 7 rano. Nastąpiła zmiana dyżurnego lekarza, znowu zostałam zbadana przez lekarza kończącego dyżur i nowego, który zaczynał dyżur. Obydwaj lekarze, oraz dodatkowo położna i ordynator stwierdzili ze poczekają ze mną jeszcze ciut na akcję porodową, a jak się nic nie będzie działo to czeka mnie cięcie cesarskie, ponieważ bez ustanku wyciekają wody płodowe i nie można będzie dłużej czekać, aby nie zagrozić życiu dziecka…

Similar Posts:

pain medication # dramat # biologia # delphi # technika # epopeja # msdos